Cztery wersje jednej innowacji. O tym, dlaczego dobry pomysł (czasem) musi się zmieniać

Redakcja
20-05-2026
Czas czytania: 7 min.
Na początku miała być grą dla pracodawców. Potem stała się narzędziem dla doradców zawodowych i specjalistów pracujących z osobami wykluczonymi z rynku pracy. Później posłużyła do pracy także z młodymi ludźmi i osobami wychodzącymi z uzależnień. Zmieniali się odbiorcy, cele projektu i osoby odpowiedzialne za jego rozwój. I ta ciągła zmiana okazała się największą siłą całej innowacji.
Weronika Chodacz z Inkubatora Transferhub

– Chciałam opowiedzieć o tej innowacji, ponieważ jest historią sukcesu, a jednocześnie dobrze oddaje tryb naszej pracy z innowacjami, które początkowo były tylko ideą, a ostatecznie stały się rzeczywistością – mówiła Weronika Chodacz, specjalistka ds. inkubacji w Inkubatorze TransferHUB, w trakcie V Zjazdu Inkubatorów.

To historia innowacji W drodze, rozwijanej w Inkubatorze TransferHUB i wymyślonej przez Ośrodek Pomocy Społecznej Dzielnicy Praga-Północ w Warszawie.

Wszystko zaczęło się od jednego problemu

Punktem wyjścia było doświadczenie pracowników socjalnych, którzy obserwowali trudności osób po 50. roku życia na rynku pracy. Chodziło nie tylko o brak ofert czy kompetencji, ale także o stereotypy dotyczące starszych pracowników. Pierwszy pomysł był prosty: – Celem było to, żeby za pomocą gry szkoleniowej zmieniać dyskryminujące postawy pracodawców wobec osób 50+ – opowiada ekspertka.

Na tym etapie była to jednak wyłącznie idea. Zespół nie miał gotowego rozwiązania ani doświadczenia w tworzeniu gier edukacyjnych. Miał za to bardzo konkretne rozpoznanie problemu społecznego.

Pierwsze zderzenie z rzeczywistością

W programach wspierających innowacje społeczne ważnym etapem jest preinkubacja, czyli czas sprawdzania, czy pomysł rzeczywiście odpowiada na realną potrzebę i czy ma szansę działać w praktyce. To właśnie wtedy projekt przeszedł pierwszą dużą zmianę. Zespół zaczął rozmawiać z potencjalnymi odbiorcami rozwiązania i szybko okazało się, że pracodawcy prawdopodobnie nie będą zainteresowani korzystaniem z gry podczas szkoleń czy spotkań.

Dla wielu projektów taki moment oznaczałby koniec, ale tutaj stał się początkiem czegoś nowego. Zamiast bronić pierwotnego pomysłu za wszelką cenę, zespół zaczął szukać miejsca, w którym narzędzie mogłoby być naprawdę potrzebne.

Nowi odbiorcy, ten sam problem

W trakcie konsultacji pojawiła się grupa, o której wcześniej nie myślano jako o głównych użytkownikach rozwiązania. Byli nią doradcy zawodowi i specjaliści pracujący z osobami 50+. To oni na co dzień wspierali osoby wykluczone z rynku pracy. Pomagali im wracać do aktywności zawodowej, budować pewność siebie i odnajdywać się w nowych realiach. Jednocześnie sami często nie mieli nowoczesnych narzędzi do pracy.

To był kluczowy moment dla całego projektu. Cel pozostał ten sam, czyli wsparcie osób 50+, ale zmienił się sposób myślenia o rozwiązaniu. Gra nie miała już bezpośrednio zmieniać postaw pracodawców, ale wspierać specjalistów pracujących z osobami, które doświadczały wykluczenia na rynku pracy.

Jak stworzyć grę, kiedy nigdy się tego nie robiło?

Kiedy projekt dostał grant i przeszedł do kolejnego etapu, pojawiło się bardzo praktyczne pytanie: kto właściwie ma zaprojektować grę? Ekspertka podkreśla, że pracownicy OPS-u (Ośrodka Pomocy Społecznej) są ekspertami od pracy społecznej, ale nie od tworzenia narzędzi edukacyjnych. I właśnie tutaj pojawił się kolejny ważny element tej historii – współpraca między lokalnymi partnerami.

OPS wykorzystał relacje, które urząd dzielnicy miał z partnerami działającymi na Pradze. Do projektu zaproszono Szkołę Wyższą Psychologii Społecznej, która pomogła przeprowadzić warsztaty projektowe i stworzyć pierwszy prototyp gry. Budżet był niewielki, więc także prototyp miał ograniczoną formę. Ale najważniejsze było to, że narzędzie działało.

Gra odpowiedzią na prawdziwe potrzeby

Podczas testów okazało się, że doradcy zawodowi i specjaliści rzeczywiście chcą korzystać z gry w pracy z klientami. Co więcej, budziła zainteresowanie także wśród osób uczestniczących w zajęciach. Od tego momentu projekt przestał być jedynie eksperymentem. Gra zaczęła funkcjonować jako narzędzie wspierające pracę z osobami zagrożonymi wykluczeniem.

Po zakończeniu pierwszego etapu OPS nie porzucił rozwiązania. Wręcz przeciwnie, zaczął rozwijać kolejne wersje gry już w ramach własnej działalności. Powstała wersja dla młodych osób pozostających poza edukacją i rynkiem pracy oraz dla osób wychodzących z uzależnienia.

Zmieniały się grupy odbiorców, ale sedno rozwiązania pozostawało podobne, gra miała pomagać specjalistom prowadzić rozmowę, budować zaangażowanie i wspierać osoby znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej. Projekt zaczął zdobywać nagrody i wzbudzać coraz większe zainteresowanie.

Sukces przyniósł kolejne wyzwanie

W pewnym momencie gra została wybrana do procesu akceleracji, czyli etapu, w którym innowacja ma szansę rozwijać się szerzej i docierać do kolejnych odbiorców. Wtedy pojawiło się nowe pytanie: kto ma dalej rozwijać ten produkt? OPS świetnie rozpoznawał potrzeby społeczne i potrafił tworzyć rozwiązania blisko ludzi, ale rozwijanie produktu, skalowanie go i zarządzanie jego dalszym rozwojem nie należało do jego zadań.

– Ośrodek pomocy społecznej jest instytucją, która się nie zajmuje projektowaniem innowacyjnych rozwiązań i nie może zostać „właścicielem produktu” (product ownerem) – tłumaczy Weronika Chodacz. Dlatego do projektu dołączył Tomek Piątek, od lat związany ze środowiskiem innowacji społecznych. To oznaczało, że zmienił się nie tylko sposób rozwijania innowacji, ale także osoba odpowiedzialna za jej dalszy rozwój. Gra została pomyślnie przetestowana z grupą docelową. Obecnie trwa jej produkcja i ewaluacja. Niedługo będzie dostępna na stronie transferhub.pl.

Co naprawdę zdecydowało o sukcesie?

Patrząc na tę historię z boku, można odnieść wrażenie, że projekt był nieustannie przebudowywany – cztery razy zmieniała się grupa docelowa, trzy razy zmieniał się cel innowacji, dwa razy zmieniał się realizator. A jednak właśnie ta elastyczność okazała się największą siłą całego procesu. Twórcy projektu nie traktowali pierwszego pomysłu jako czegoś, czego trzeba bronić za wszelką cenę. Słuchali odbiorców, testowali rozwiązania i byli gotowi zmieniać kierunek wtedy, kiedy praktyka pokazywała, że coś nie działa.

– Co się nie zmieniło? Wielkie zaangażowanie i determinacja innowatora – podsumowuje Weronika Chodacz.

Przeczytaj także

Lekarka pomaga starszej osobie. Kobiety są w trakcie spaceru na zewnątrz
Innowacje społeczne w dostarczaniu opieki osobom potrzebującym wsparcia na co dzień

Starzenie się społeczeństw to jedno z największych wyzwań współczesnych państw. W większości krajów świata rośnie liczba osób starszych, a wraz z nią zapotrzebowanie na długoterminową opiekę i wsparcie. Jednocześnie w wielu miejscach widać wyraźne luki w systemie opieki długoterminowej. Tradycyjne modele – oparte głównie na instytucjach lub rodzinie coraz częściej okazują się niewystarczające.

Fot. Wojtek Radwański

Ta strona używa plików cookies w celu zapewnienia najlepszej jakości usług. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich używanie. Więcej informacji w polityce prywatności.

Przejdź do treści