„Myśmy w sześćdziesiąt lat, jak Hobbit, przeszli drogę tam i z powrotem”
Kraj wielkich projektów

Widok roświetlonej Warszawy w nocy. Fot. Kamil Gliwiński, unsplash
Ponad trzydzieści lat temu Polska rozpoczęła jeden z największych eksperymentów społecznych w swojej historii. Zmienił się ustrój, gospodarka, rynek pracy, sposób życia i codzienne aspiracje milionów ludzi. Przez dekady nauczyliśmy się budować firmy, instytucje i nowoczesne państwo. Trudno nie dostrzec skali sukcesu, jaki się dokonał. Coraz częściej wraca jednak pytanie: ile musieliśmy zapłacić za ten sukces?
Takie refleksje wybrzmiały podczas inauguracji siódmej edycji WymiaNNy w Lublinie. Punktem wyjścia do rozmowy o innowacjach społecznych stał się wykład prof. Anny Gizy-Poleszczuk, socjolożki i współzałożycielki Fundacji Stocznia.
Polska, czyli tam i z powrotem
Profesor przypomniała, że „Polska jest krajem wielkich projektów”. W ciągu zaledwie stu lat kilkukrotnie zmienialiśmy fundamenty funkcjonowania państwa i społeczeństwa. Po odzyskaniu niepodległości trzeba było połączyć trzy różne organizmy państwowe, funkcjonujące wcześniej pod trzema zaborami, w jedno nowoczesne państwo. Następnie, po II wojnie światowej, rozpoczęła się budowa społeczeństwa socjalistycznego. Przez 45 lat Polacy uczyli się funkcjonować w zupełnie nowym systemie gospodarczym, społecznym i politycznym. Potem przyszedł rok 1989 i kolejny zwrot o 180 stopni. Zaczęliśmy budować kapitalizm i demokrację.
Najbardziej niezwykłe jest nie samo tempo tych zmian, ale fakt, że społeczeństwo potrafiło się do nich zaadaptować. „Myśmy w sześćdziesiąt lat, jak Hobbit, przeszli drogę tam i z powrotem” – mówiła Giza-Poleszczuk. W tym sensie historia współczesnej Polski jest historią nieustannego uczenia się nowych reguł gry.
Szczególne miejsce w tej opowieści zajmuje transformacja ustrojowa. Jak podkreślała socjolożka, wchodząc w lata dziewięćdziesiąte, Polacy mieli ogromną wiarę we własne możliwości. Wierzyli, że kiedy znikną ograniczenia poprzedniego systemu, kraj szybko zacznie nadrabiać dystans do Zachodu. Wierzyli w przedsiębiorczość, konkurencję i własną sprawczość.
W przywoływanych podczas wykładu badaniach zdecydowana większość respondentów uważała, że wzrost gospodarczy przyniesie korzyści wszystkim, a większe różnice dochodów będą motywować ludzi do pracy i przedsiębiorczości. Dopiero kilkanaście lat później ten entuzjazm zaczął słabnąć. Coraz więcej osób dostrzegało nie tylko korzyści, ale również koszty szybkich przemian.
Trudno jednak odmówić racji ówczesnym nadziejom. W ciągu kilku dekad Polska wykonała cywilizacyjny skok, który jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych był niewyobrażalny. Pełne sklepy, rozwój przedsiębiorczości, boom edukacyjny, członkostwo w Unii Europejskiej, wzrost zamożności i mobilności społecznej stały się nową codziennością.
Skala zmian była ogromna. Na początku lat dziewięćdziesiątych w Polsce powstawały setki tysięcy nowych prywatnych firm. W ciągu dwóch dekad udział młodych ludzi podejmujących studia wyższe wzrósł z niespełna 13 do ponad 50 procent. Polska otworzyła się na świat, a wejście do Unii Europejskiej przyspieszyło proces modernizacji. Wszystko to wydarzyło się w czasie jednego pokolenia.
Cena sukcesu
W narracji o sukcesie transformacji rzadziej mówi się jednak o kosztach społecznych. Jednym z najmocniejszych fragmentów wykładu było zwrócenie uwagi na fakt, że wiele instytucji, które zniknęły w trakcie przemian gospodarczych, pełniło nie tylko funkcje ekonomiczne. „Tak naprawdę upadek zakładu oznaczał nie tylko upadek jednostki ekonomicznej, ale również jednostki społecznej” – podkreślała Giza-Poleszczuk.
„Tak naprawdę upadek zakładu oznaczał nie tylko upadek jednostki ekonomicznej, ale również jednostki społecznej”
Nowe formy bycia razem
Nieprzypadkowo prof. Giza-Poleszczuk mówiła wprost: „Dlatego tak ważne jest tworzenie nowych form bycia razem”. Nie chodzi przy tym o powrót do przeszłości ani idealizowanie dawnych czasów. Chodzi o odpowiedź na nowe problemy, które pojawiły się wraz z sukcesem modernizacji i zmianą stylu życia.
To szczególnie interesujące w momencie, gdy debata publiczna zdominowana jest przez technologię, sztuczną inteligencję czy kolejne wskaźniki rozwoju gospodarczego. Tymczasem wiele najważniejszych wyzwań społecznych pozostaje zadziwiająco analogowych. W tym sensie innowacje społeczne stają się próbą odbudowania tego, czego nie da się zmierzyć wzrostem PKB: zaufania, poczucia sprawczości, więzi społecznych i lokalnych tożsamości.
"...debata publiczna zdominowana jest przez technologię, sztuczną inteligencję czy kolejne wskaźniki rozwoju gospodarczego. Tymczasem wiele najważniejszych wyzwań społecznych pozostaje zadziwiająco analogowych."
Sam program WymiaNNy można czytać jako mapę współczesnych wyzwań społecznych. Rozmowy dotyczyły starzenia się społeczeństwa, neuroróżnorodności, dostępności, zdrowia psychicznego, migracji, relacji sąsiedzkich, budowania odporności na kryzysy, wzmacniania lokalnych wspólnot oraz ambiwalentnej roli nowych technologii i środków komunikacji. Wiele paneli i łączy przekonanie, że rozwiązań współczesnych problemów trzeba szukać w bezpośrednim doświadczeniu ludzi, w lokalnych społecznościach, w uważnym obserwowaniu codzienności i gotowości do wspólnego eksperymentowania.
Być może właśnie dlatego tak mocno wybrzmiało ostatnie przesłanie wykładu. Po dekadach nadrabiania zaległości i doganiania świata Polska znajduje się w zupełnie innym miejscu niż w 1989 roku. Jak przekonywała socjolożka, skończył się etap prostego naśladowania gotowych wzorców. Coraz ważniejsze staje się samodzielne określenie własnych celów, wartości i kierunku rozwoju. Pytanie o przyszłość nie brzmi już: „jak dogonić innych?”, ale: „jakiego społeczeństwa chcemy?”.
Od odpowiedzi na to pytanie mogą zacząć się najważniejsze innowacje nadchodzących lat.
"Skończył się etap prostego naśladowania gotowych wzorców. Coraz ważniejsze staje się samodzielne określenie własnych celów, wartości i kierunku rozwoju.
Historia ostatnich dekad pokazuje, że Polacy potrafią odnajdywać się w czasach wielkich zmian. Być może kolejnym „wielkim projektem” nie będzie już budowa nowego ustroju czy gospodarki, ale tworzenie nowego społeczeństwa, opartego o silne więzi między ludźmi. Powodów do optymizmu prof. Anna Giza-Poleszczuk upatruje właśnie w cechach, które wielokrotnie pozwalały nam przechodzić przez okresy gwałtownych przemian. „Nigdy nie mieliśmy wielkich środków, żeby robić wielkie rzeczy, więc naszą specjalnością jest łączenie pasji i rzemiosła (…) Nasz potencjał jest ogromny. To jest wyobraźnia, to jest siła ducha i zdolność tworzenia wspaniałych rzeczy małymi środkami”.
„Nigdy nie mieliśmy wielkich środków, żeby robić wielkie rzeczy, więc naszą specjalnością jest łączenie pasji i rzemiosła (...) Nasz potencjał jest ogromny. To jest wyobraźnia, to jest siła ducha i zdolność tworzenia wspaniałych rzeczy małymi środkami”.