Wstecz Optymizm drogą do celu- Historia Agnieszki Kossowskiej FREE

29-08-2025
Czytanie zajmie około 3 minut
Dr n. hum., prezeska Fundacji Rozwoju Edukacji Empatycznej FREE, nauczycielka akademicka Politechniki Opolskiej, kierowniczka Biura Wsparcia Osób z Niepełnosprawnościami PO, koordynatorka dostępności PO.
Autorka książki „Duże sprawy w małych głowach” nagrodzonej w konkursie „Mądra Książka Roku 2018”, związana z inicjatywą obywatelską Chcemy całego życia! Dla osób z niepełnosprawnością i ich rodzin, członkini zespołu Edukacja włączająca w ramach inicjatywy obywatelskiej Nasz Rzecznik.
W 2016 r. wyróżniona tytułem Ambasadorki Konwencji ONZ o Prawach Osób z Niepełnosprawnościami.
Zawsze w liczbie mnogiej

„Ja nigdy nie mówię w liczbie pojedynczej. Zawsze mówię my” – podkreśla Agnieszka, gdy zaczyna opowiadać o swojej drodze. „Ok, jestem liderką, ale mogę robić to, co robię, tylko dlatego, że za mną stoi grupa fantastycznych ludzi. To dzięki nim powstają nasze pomysły i rozwiązania”.

Nie ma w tym fałszywej skromności, raczej głębokie przekonanie, że lider nie istnieje bez wspólnoty. W praktyce oznacza to, że każdy sukces fundacji jest sukcesem całego zespołu – od wolontariuszy, przez specjalistów, aż po dzieci i rodziców, którzy tworzą to miejsce na co dzień.

 

Skąd biorą się innowacje?

„Potrzeba” – mówi krótko. To właśnie brak odpowiednich rozwiązań, sztywność systemu czy niedopasowanie metod pracy do realnych problemów są dla niej największym impulsem do działania. „Widzimy, że czegoś brakuje. My wiemy z praktyki, że da się to zrobić inaczej, że można coś wypracować, polecić, podsunąć. I z tego rodzą się nasze innowacje”.

Każdy pomysł trzeba potem przeprowadzić przez całą ścieżkę formalną – konkursy, dokumenty, procedury. To trudne, czasochłonne i często frustrujące. „Papierologia potrafi zabić entuzjazm” – śmieje się Agnieszka. „Ale ja mam to moje ADHD społecznicze – zawsze mnie niesie dalej”.

 

„Patologiczny hura optymizm”

Jej cechą rozpoznawczą jest niegasnąca wiara, że warto próbować. „To jest mój patologiczny hura optymizm. Ja wiem, że to czasami chore, bo rzucam się na coś ogromnego, a potem po nocach nie śpię. Ale nie potrafię inaczej. Kiedy miasto mówi: damy wam budynek, tylko trzeba go wyremontować, a on ma 2200 metrów i wymaga 8 milionów złotych… No jak mam odpuścić? To jest szansa życia. Trzeba próbować!”.

Ten optymizm przyciąga ludzi. „Ja mam szczęście do ludzi. Spotykam takich, którzy dają się zarazić moim entuzjazmem i mówią: dobra, „Kosa”, robimy to. I to jest moja największa siła – wspólnota, która idzie ze mną”.

 

Siła i autentyczność

Wielu ludzi mówi jej: Aga, bo ty jesteś silna. Sama ma co do tego wątpliwości. „Czasem to słyszę szczerze – tak jak od ciebie – i wtedy jest mi miło. Ale czasem to brzmi jak wymówka: dobra, to „Kosa” zrobi, bo„Kosa”  spać nie musi. I to jest niefajne. Ja się zastanawiam, czy faktycznie jestem silna. Nie wiem. Po prostu nie potrafię inaczej”.

Aga jest autentycznością, nigdy nie udaje. Mówi to, co myśli, czasem za dużo – jak sama przyznaje – i ponosi tego konsekwencje. „Ale są sytuacje, w których nie wolno milczeć. Kierowanie się wartościami jest szalenie ważne. To czasem trudne, ale daje poczucie, że na koniec dnia zasypiam jako ja, a nie ktoś, kogo udaje”.

 

Harcerskie korzenie i droga do fundacji

„Patrzę na ludzi w naszej fundacji i widzę, że 90% z nich ma korzenie w harcerstwie” – opowiada. Sama kiedyś była drużynową, prowadziła swoją drużynę zuchową. To harcerska szkoła życia ukształtowała w niej ciekawość, potrzebę działania i eksplorowania świata.

Decydujący moment przyszedł jednak później, wraz z macierzyństwem. „Kiedy urodził się mój syn Franek, TVN robił materiał o jego drodze, o niepełnosprawności. Dziennikarka, która ze mną rozmawiała, powiedziała: Pani powinna mieć fundację. Ja na to: Ja? Fundację?. Ale widocznie ona widziała coś, czego ja wtedy nie dostrzegałam. I tak się zaczęło”.

 

Wyzwania i przeszkody

Największym problemem są pieniądze. „Jak słyszę, że pieniądze szczęścia nie dają, to aż mną trzęsie. Bo tu nie chodzi o szczęście, tylko o możliwość działania. O to, żeby nie drżeć, czy starczy na czynsz albo na dodatkowe godziny psychologa dla dziecka w kryzysie”.

Drugim wyzwaniem jest czas – doba jest zawsze za krótka. Gdyby były środki, można by zatrudnić kolejne osoby i odciążyć liderkę od administracji. A tak, wiele spraw spada właśnie na nią.

Jest też coś trudniejszego – brak życzliwości. „Czasem ktoś przypisuje ci intencje, których nie masz. Tłumaczysz: proszę mnie nie mierzyć własną miarą, ale to nie trafia. To boli. Ale wiem też, że takie doświadczenia dają balans. Dzięki nim jeszcze bardziej doceniam ludzi dobrych i życzliwych”.

 

Działania, które zmieniają życie

Kiedy fundacja zaczynała, słyszała zarzuty: Wy się z dziećmi bawicie, a nie uczycie… Nauka ma być krwią, potem i łzami… Tymczasem po kilku latach krytyka ucichła, a zaczęły pojawiać się słowa uznania: Jak to robicie, że Wasze dzieci są szczęśliwe.

„Dziecko, które ma łatkę trudnego, agresywnego, nagle okazuje się wrażliwe, otwarte. Wystarczy je traktować jak człowieka, a nie przedmiot, na którym można wyładować frustracje”.

Nowym projektem fundacji jest książka kucharska dla dzieci, przygotowana w różnych systemach komunikacji: AAC, języku prostym i ETR. „To będzie hit. Dzieci kochają wspólne gotowanie, a my chcemy, żeby każde dziecko – niezależnie od swoich możliwości – mogło z tego korzystać”.

 

Projekt życia – budynek 2200 m²

Największym marzeniem Agnieszki i całego zespołu jest dziś adaptacja ogromnego budynku, który miasto przekazało w użytkowanie. To 2200 metrów przestrzeni, w której powstanie coś unikalnego:

  • Szkoła empatyczna i projektowa – miejsce, gdzie dzieci będą się uczyć przez sztukę, doświadczenie i współpracę. Bez podziałów na zdolnych i niezdolnych, pełnosprawnych i niepełnosprawnych.
  • Poradnia dla rodziców – bo to oni często potrzebują wsparcia, a system edukacyjny skupia się niemal wyłącznie na dzieciach.
  • Mieszkania treningowe – dla młodych ludzi wchodzących w dorosłość, którzy potrzebują czasu i przestrzeni, by nauczyć się samodzielności.

Koszt? 8 milionów złotych. „To kwintesencja mojego patologicznego hura optymizmu” – śmieje się Agnieszka. „Ale ja już widzę siebie za rok, jak stoję na podwórku tego budynku, a wokół kończą się prace. To się po prostu musi udać”.

 

Siła wspólnoty i apel o wsparcie

Agnieszka nie miała nigdy mentora. Sama stała się dla wielu inspiracją i wzorem autentycznego przywództwa. Jej droga pokazuje, że zmiana społeczna rodzi się z odwagi, wrażliwości i konsekwencji. Dziś Agnieszka prosi o wsparcie i zaufanie.

„My potrzebujemy ludzi, którzy rozumieją naszą wizję. Potrzebujemy też biznesu, który naprawdę chce się zaangażować, nie dla PR-u, ale dla realnej zmiany. Dlatego pukam do każdych drzwi. Wierzę, że znajdą się ci, którzy razem z nami uwierzą i pomogą stworzyć to miejsce”.

Historia Agnieszki „Kosy” to opowieść o sile potrzeby, wspólnoty i nadziei. To także dowód, że jeden człowiek – ze swoim „patologicznym hura optymizmem” – może rozpalić w innych iskrę, która zmienia świat.

„Czasami nie wiem, czy naprawdę jestem silna” – mówi. „Ale wiem jedno: nie potrafię inaczej. A życie ma sens wtedy, kiedy robisz coś, co naprawdę ważne”!

 

 

 

Krystian Kędzior

Redaktor, socjolog, psycholog, seksuolog, w trakcie certyfikacji, coach, członek Polskiego Towarzystwa Seksuologów, członek "Katalizatora Innowacji Społecznych" w Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych

Skip to content