Wokół wsparcia osób w kryzysie bezdomności

Katarzyna Sadło
10-03-2026
Czas czytania: 12 min.
Osobie niemającej bezpośredniej styczności z osobami w kryzysie bezdomności łatwo założyć, że system wsparcia w wychodzeniu z bezdomności istnieje, bo są przecież schroniska i organizacje, a jeśli ktoś mimo wszystko żyje na ulicy, to jest to jego własny wybór.
człowiek leżący na ulicy w śpiworze

Praca z organizacjami pozarządowymi daje ogromny przywilej poznawania tych obszarów rzeczywistości, których większość z nas – na swoje szczęście – nigdy nie będzie mieć okazji doświadczyć we własnym życiu. Przygotowując i prowadząc zorganizowane przez Fundację Stocznia spotkanie sieciujące „Innowacje społeczne działające w obszarze bezdomności” miałam okazję nie tylko poznać innowatorki i innowatorów, którzy w różny sposób próbują uczynić lepszym życie osób w kryzysie bezdomności, ale przede wszystkim mogłam kolejny raz przekonać się, jak bardzo ograniczone jest moje pojęcie o tym wycinku rzeczywistości. I choć trudno mi sobie dzisiaj wyobrazić okoliczności, w których sama musiałabym się zmierzyć z bezdomnością, to jeszcze trudniej – że bym sobie z tym poradziła. Osobie niemającej bezpośredniej styczności z osobami w kryzysie bezdomności łatwo założyć, że system wsparcia w wychodzeniu z bezdomności istnieje, bo są przecież schroniska i organizacje, a jeśli ktoś mimo wszystko żyje na ulicy, to jest to jego własny wybór (i wina).

Bezdomność w stereotypie

Prawdopodobnie to, co napisałam wyżej – że trudno mi sobie wyobrazić okoliczności, które by mnie „wypchnęły” w bezdomność – jest świadectwem mojego braku pokory wobec życia. Leszek Budrewicz – legenda wrocławskiej opozycji antykomunistycznej, pierwszy redaktor naczelny dolnośląskiego wydania „Gazety Wyborczej”, pisarz, poeta, dziennikarz, został osobą bezdomną w 2000 roku, gdy w wyniku niefortunnego splotu rodzinno-zawodowych okoliczności, bank zajął mu mieszkanie kupione za duży kredyt w czasach, gdy przyszłość wydawała mu się bezpieczna i przewidywalna. Jeśli istnieją okoliczności, które mogą wypchnąć na ulicę kogoś z takim życiorysem, umiejętnościami i znajomościami, trudno upierać się przy stereotypie bezdomności, jako losie poniekąd samodzielnie „wypracowanym”, głównej przyczyny upatrując w zgubnym nałogu. A taki stereotyp osoby w kryzysie bezdomności ciągle pokutuje.

Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w Polsce najczęstszą przyczyną bezdomności są konflikty rodzinne (32,2% badanych wskazało), na drugim miejscu znalazło się uzależnienie (28%), na trzecim – eksmisja (26,3%). Inne często wskazywane przyczyny to rozpad związku, zadłużenie, zły stan zdrowia czy niepełnosprawność (w tym intelektualna), a także bezrobocie. Wiele osób nie miało domu po opuszczeniu zakładu karnego, śmierci czy odejściu opiekuna lub utraciło go ze względu na przemoc. Rzadziej bezdomność była efektem niepowodzenia w poszukiwaniu pracy poza miejscem zamieszkania.

Kilkanaście lat temu brytyjska organizacja DePaul wspierająca osoby w kryzysie bezdomności wypuściła bardzo atrakcyjną grę na iPhona pod nazwą iHobo („hobo” jest w języku angielskim jednym z potocznych określeń na osobę bezdomną), wzorowaną na popularnej w moim pokoleniu zabawce Tamagotchi (tu wyjaśnienie dla młodszego pokolenia – Tamagotchi było interaktywną grą polegającą na dokarmianiu „uwięzionego” w czymś w rodzaju breloczka zwierzątku, zwierzątko co kilka godzin sygnalizowało głód i trzeba je było „nakarmić” kliknięciem, żeby nie umarło z głodu).

W aplikacji iHobo zamiast zwierzątka „mieszkał” bezdomny, który co jakiś czas sygnalizował swoje bardzo przyziemne potrzeby – był głodny, było mu zimno, nie miał gdzie spać – które trzeba było jednym kliknięciem zaspokoić. Organizacja, która wymyśliła iHobo miała problem z przyciągnięciem młodych wolontariuszy i chciała w ten innowacyjny sposób dotrzeć do młodzieży. I to się udało. Ponad pół miliona użytkowników iPhona „zaopiekowało się” swoim bezdomnym, przy okazji utrwalając w sobie stereotyp osoby bezdomnej jako kogoś, kogo wystarczy nakarmić, ubrać i przenocować, żeby ustrzec go przed śmiercią z przedawkowania narkotyków – bo takie zagrożenie czyhało na mieszkającego w telefonie młodego bezdomnego człowieka. Innowacja w założeniu edukacyjno-fundraisingowa okazała się wielkim sukcesem marketingowym, ale przy okazji utrwalała najbardziej szkodliwe stereotypy na temat bezdomności i oprócz zachwytów nad kreatywnością i skutecznością twórców spotkała się z falą krytyki ze strony innych organizacji wspierających osoby w kryzysie bezdomności.

materac przykryty kocem lezący na ulicy

Bezdomność i alkohol

Alkohol często towarzyszy bezdomności, czasami jako jego przyczyna, czasami jako jego skutek. Trudno zatem uciec od tego problemu, ale organizacje wspierające osoby w kryzysie bezdomności mają bardzo różne podejścia do wspierania osób uzależnionych od alkoholu, czy po prostu spożywających je w nadmiarze. Standardem w wielu organizacjach prowadzących schroniska czy noclegownie jest wymóg całkowitej abstynencji dla korzystających, wynika on bowiem z Ustawy o pomocy społecznej, zgodnie z którą w noclegowni, schronisku dla osób bezdomnych oraz schronisku dla osób bezdomnych z usługami opiekuńczymi nie mogą przebywać osoby będące pod wpływem alkoholu lub pod wpływem substancji psychoaktywnych. Jeśli więc organizacja pozarządowa chce prowadzić placówkę finansowaną ze środków publicznych i zorganizowaną zgodnie z ustawą, musi postawić przed swoimi beneficjentami wymogi, którym ci często nie są w stanie sprostać jako osoby pozostające w czynnym uzależnieniu.

 

Skrajnie odmienne podejście mają organizacje działające w oparciu o metodę „housing first” (najpierw mieszkanie), w której zapewnienie osobie dachu nad głową nie jest kolejnym etapem pracy z nią, ale etapem wstępnym. Tak opisuje to Julia Wygnańska, zajmująca się promowaniem tej metody:

Możliwość pobytu w mieszkaniu dla człowieka przenoszącego się tam prosto “z ulicy” jest warunkiem koniecznym, bazą, punktem czerpania energii do trudnej pracy nad problemami życiowymi. Od uczestników NM przed przeniesieniem się do lokalu nie wymaga się tzw. „gotowości mieszkaniowej”, czyli okresu abstynencji, poddania się leczeniu zdrowia psychicznego, posiadania pracy, ustabilizowania kontaktów z rodziną czy uregulowania sytuacji urzędowej. Warunkiem trwałości pracy w tych obszarach jest pobyt w mieszkaniu i samodzielne decydowanie o jej podjęciu. Mieszkanie jest narzędziem, a nie celem lub nagrodą.

Zderzenie tych dwóch podejść było dla mnie, osoby bez wyraźnego zdania na ten temat, fascynujące. Mogę tylko żałować, że takie dyskusje toczą się w małych grupach bezpośrednio zaangażowanych, gdy dotyczą samej filozofii wspierania w rozwiązywaniu problemów społecznych.

Bezdomność kobiet

Bezdomność ma twarz mężczyzny – to nie stereotyp, to fakty. Według przytaczanego wcześniej badania, spośród ok. 30 tysięcy osób w kryzysie bezdomności, kobiety stanowią jedynie 5 tysięcy, na każdą kobietę w kryzysie bezdomności przypada więc aż 5 mężczyzn, co siłą rzeczy powoduje, że bezdomność kobieca jest trudniejsza, a na pewno inna. Kobiet jest mniej, są słabsze, częściej padają ofiarami przemocy, w tym przemocy seksualnej, a jeśli zmagają się z uzależnieniem są oceniane dużo surowiej niż mężczyźni. Oferowane osobom w kryzysie bezdomności wsparcie nie zawsze też uwzględnia specyfikę kobiecej bezdomności.

Obok kobiety w kryzysie bezdomności zwykle krąży jak satelita mężczyzna, a zwykle kilku. Kobieta jest przedmiotem handlu. Wymieniają ją za wódkę albo jedzenie. Skala przemocy jest nieznana. Kobiety w kryzysie bezdomności są bardzo nieufne. Do tego mają mocno zakorzeniony tryb przetrwania. Skupiają się na tym od rana do wieczora, planując każdy krok – gdzie pójść po jedzenie, gdzie znaleźć ubranie, gdzie bezpiecznie przespać choć kilka godzin. 

– mówi o specyfice kobiecej bezdomności Małgorzata Skała ze Stowarzyszenia Ziarno Dobra. Małgorzata jest innowatorką społeczną, która w inkubatorze Włącznik Innowacji Społecznych zrealizowała własny pomysł na „Niezbędnik menstruacyjny” dotykający bardzo podstawowego dla każdej kobiety – i będącego szczególnym wyzwaniem dla kobiety w kryzysie bezdomności – problemu, jakim jest higiena osobista w czasie menstruacji. „Niezbędnik menstruacyjny” to woreczek zawierający środki higieny osobistej, z którymi Małgorzata odwiedzała kobiety w ich miejscach przebywania, często kobiety, które nigdy nie opuszczały zamieszkanych przez siebie pustostanów czy działek.

Więcej o bezdomności kobiet z perspektywy osób zaangażowanych znajdziecie na tej stronie.

Wsparcie poza systemem

Pierwsza rzecz to jest mieszkanie, żeby w jakiś sposób przywrócić pewną godność człowiekowi, natomiast praca nad sobą to jest szereg różnych innych rzeczy: podjęcie pracy zarobkowej, kontynuowanie terapii pogłębionej z zakresu uzależnień czy, jeśli potrzeba, terapii psychiatrycznej.

– mówi Maciej Białka z Fundacji Dobro Się Niesie, która osobom w kryzysie bezdomności mieszkania – oraz kompleksowe wsparcie w wychodzeniu na prostą – zapewnia, ale robi to trochę poza systemem, samodzielnie pozyskując finansowanie prowadzonych przez siebie Domów Świętego Łazarza bez wsparcia środków publicznych. Co ciekawe i nieczęste, domy są utrzymywane przez ich mieszkańców, ze środków, które po wyjściu na prostą sami zarabiają. Taki model sprawia, że odzyskują swoją godność i sprawczość, a wspierająca ich organizacja nie musi być uzależniona od środków publicznych.

W Poznaniu fundacja prowadzi dwa Domy Świętego Łazarza – w każdym jest 9 miejsc. Osób potrzebujących jest jednak więcej. Domy przyjmują wyłącznie mężczyzn, a warunkiem przyjęcia jest abstynencja od alkoholu, nie tylko w trakcie samego przebywania w domu. Osoby uzależnione muszą najpierw przejść terapię uzależnień, co nawet dla bardzo zdeterminowanych osób jest dużym wyzwaniem – także logistycznym. Żeby rozpocząć terapię, muszą przejść przez oddział detoksykacyjny, po którym zazwyczaj odczekują aż znajdzie się miejsce. A ostatecznie, nawet po sukcesie terapii, może nie być miejsca w domu i wtedy znowu staje przed wyborem – schronisko czy ulica. W obu przypadkach trudno utrzymać abstynencję. Dla szczęściarzy, którym udało się dostać miejsce w Domu Łazarza nie jest to wcale koniec drogi, a jej prawdziwy początek, nie są to bowiem schroniska a miejsca rozpoczynania na nowo. I utrzymywania domu z własnej pracy.

Streetworking medyczny

Osoby w kryzysie bezdomności z oczywistych względów są szczególnie narażone na choroby – brak odpowiedniej profilaktyki, nieodpowiednie odżywianie się, ograniczony dostęp do świadczeń medycznych. Jak skutecznie wspierać osoby w kryzysie bezdomności potrzebujące pomocy medycznej? Jak finansować taką pomoc? Jak zadbać o ciągłość i kompleksowość takiej pomocy w przypadku osób często zmieniających miejsce pobytu i korzystających ze wsparcia różnych organizacji i instytucji pomocowych? Fundacja Akceptacja od kilku lat prowadzi program wsparcia przedmedycznego i profilaktyki zdrowotnej dla osób zagrożonych wykluczeniem społecznym, w tym osób w kryzysie bezdomności. Dysponuje dwiema karetkami z profesjonalnymi zespołem medycznym, miesięcznie ze wsparcia przedmedycznego korzysta ok. 200 osób. W ramach rozwijanej w Inkubatorze pomysłów innowacji społecznej „Baza danych medycznych osób w kryzysie bezdomności” specjaliści i specjalistki opracowali narzędzia wraz z instruktażem ich stosowania, dzięki którym można wewnątrz organizacji/instytucji niosących pomoc medyczną osobom w kryzysie bezdomności bezpośrednio w ich środowisku przebywania, stworzyć bazę danych medycznych beneficjentów tych organizacji.

czerwony krzyż na deseczce leżącej na dłoniach

Innowacje społeczne w obszarze bezdomności wydają mi się szczególnym wyzwaniem, choć obserwuję je wyłącznie z perspektywy osoby, która sama nie ma doświadczenia pracy w tym obszarze. Ogrom uprzedzeń i stereotypów, jakie trzeba pokonać – także w sobie – wydaje się dużo większy niż przy „wdzięczniejszych” tematach, gdzie łatwiej o poczucie, że się zmienia czyjś świat dużo mniej doraźnie niż „tylko” dzieląc się z nim jedzeniem lub dostarczając czystą i ciepłą odzież.

 

Czarno-biały portret Katarzyny Sadło (autorki).
Katarzyna Sadło

Trenerka i konsultantka pracująca z organizacjami pozarządowymi, podmiotami ekonomii społecznej i innowacjami społecznymi. Szkoli i doradza jak działać skutecznie, odpowiedzialnie i zgodnie z prawem.

Przeczytaj także

zadowolona starsza kobieta siedząca z laptopem na planie zdjęciowym w niebieskich kolorach
Praca po sześćdziesiątce – przywilej, wybór czy walka z systemem?

Przejście na emeryturę w Polsce częściej jest efektem środowiskowej presji niż suwerennym wyborem. Choć nasze społeczeństwo szybko się starzeje, wciąż nie potrafimy zagospodarować kapitału osób po sześćdziesiątce – mimo że coraz więcej z nich chce pracować dalej.

Fot. Freepik

Ta strona używa plików cookies w celu zapewnienia najlepszej jakości usług. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich używanie. Więcej informacji w polityce prywatności.

Przejdź do treści