Dlaczego w Danii innowacje społeczne działają?

Teodor Klincewicz
28-07-2026
Czas czytania: 19 min.
Kopenhaga wygrywa niemal każdy ranking na najlepsze miejsce do życia, ale lekcja z naszej wizyty studyjnej sięga znacznie głębiej. Odwiedzając Thoravej 29, CPH Village, Urban 13 oraz Christianię, przekonaliśmy się, że najciekawsze nie są gotowe duńskie patenty, lecz to, jak powstają, jak łączą ludzi i co sprawia, że zostają z nimi na lata.
Widok Kopenhagi z góry

Do Kopenhagi łatwo pojechać po kompleksy. Kopenhaga regularnie wygrywa rankingi na najlepsze miejsce do życia, a Dania od lat utrzymuje się w czołówce najszczęśliwszych państw świata. Mamy tam połączenie świetnej infrastruktury – ze słynnymi 380 kilometrami ścieżek rowerowych, parkami i rzekami  w centrum miasta – z unikalnym modelem społecznym. Wysokie zaufanie do państwa, darmowa edukacja i ochrona zdrowia, 37-godzinny tydzień pracy, zamiłowanie do designu i filozofii hygge. Razem tworzy to obraz miasta przyszłości.

Podczas wizyty studyjnej odwiedziliśmy cztery miejsca: Danish Social Innovation Academy działającą w Thoravej 29, modułowe domy studenckie CPH Village, miejską przestrzeń Urban 13 pod estakadą Bispeengbuen i Christianię — słynną wspólnotę w samym środku Kopenhagi.  Łączył je nie obszar, czy metoda działania, ale sieć relacji, jakie tworzyły i jakie stały za ich powstaniem: z miastem, użytkownikami, inwestorami, fundacjami, urzędnikami i sąsiadami. Na koniec okazało się, że najbardziej interesujące nie są duńskie rozwiązania, same w sobie, ale to jak one powstają i dlaczego udaje im się przetrwać.

parking dla rowerów w kopenhadze

Kraj, w którym zaufanie jest infrastrukturą

Nie da się pisać o duńskich innowacjach społecznych bez kontekstu. Wiele rzeczy tam działa, bo trafia na bardzo sprzyjający grunt społeczno-instytucjonalny.

Dania należy do krajów o bardzo wysokim poziomie zaufania społecznego. Obejmuje to zarówno prywatne relacje (np. z sąsiadami), lecz także zaufanie do instytucji publicznych, policji, sądów, administracji i usług publicznych, np. 75% Duńczyków twierdzi, że ludziom generalnie można ufać, a sądom i policji ufa odpowiednio 84% i 74% społeczeństwa. To praktyczny zasób: skraca dystans między obywatelami i państwem, ułatwia współpracę, zmniejsza potrzebę nieustannej kontroli.

Drugim elementem tła jest państwo dobrobytu, zapewniające Duńczykom szeroki dostęp do edukacji, ochrony zdrowia i osłon społecznych. Dania oczywiście również zmaga się z problemami – takimi jak samotność, pogarszające się zdrowie psychiczne młodych, starzenie się społeczeństwa czy rosnące koszty życia i mieszkań. Różnica polega na tym, że fundamenty państwa usługowego są tu niezwykle silne. Nawet o nowych reformach mówi się często jako o „drugim etapie”, bo wszystkie podstawowe problemy zostały rozwiązane już dawno temu.

Dochodzi do tego kultura stowarzyszania się. W Danii działa ponad 100 tysięcy aktywnych stowarzyszeń, a około 41% Duńczyków angażuje się wolontariacko przez organizacje. Duńskie przysłowie mówi, że kiedy spotyka się więcej niż dwóch Duńczyków, to zakładają stowarzyszenie. Jeśli ludzie są przyzwyczajeni do klubów, kół, wspólnot i lokalnych inicjatyw, łatwiej im później wchodzić w bardziej złożone procesy współpracy.

Tego wszystkiego nie zbudowano w jeden dzień, stoją za tym dekady reform, debat, sporów i cierpliwej pracy.  Od 1947 roku Finger porządkował rozwój miasta wzdłuż linii transportu publicznego i zielonych “klinów”. Słynna Rowerowa Kopenhaga też nie spadła z nieba: powojenny wzrost ruchu samochodowego był stopniowo odwracany politycznymi decyzjami, inwestycjami w infrastrukturę i choć finalnie wszyscy są z tego zadowoleni, nie obyło się to bez burzliwych sporów.

Łatwo przy tym wpaść w naiwny optymizm: “skopiujmy wszystko, co robią Duńczycy” albo fatalizm “tam wszystko jest i można działać, a tu to nie ma co”. Najważniejsze jest jednak spojrzeć, jakie warunki trzeba tworzyć, żeby innowacje społeczne nie kończyły się na pilotażu, grancie albo entuzjazmie kilku osób.

Wnętrze Thoravej 29

Thoravej 29 i Danish Social Innovation Academy: zaplecze zmiany społecznej

Pierwszym mocnym przykładem była wizyta w Thoravej 29, gdzie spotkaliśmy się z Danish Social Innovation Academy. Samo Thoravej 29 jest miejscem, gdzie (współ)pracują różne firmy i organizacje, a Akademia jest jedną z organizacji działających w tym ekosystemie.

Thoravej 29 opisuje się jako przestrzeń dla osób i organizacji pracujących nad pozytywną zmianą społeczną, m.in. w obszarach demokracji, zrównoważonego rozwoju, sztuki, innowacji społecznych, innowacji cyfrowych i polityki. Pracuje tam około 210 osób z około 35 organizacji. W praktyce działa to jak środowisko współpracy: ludzie z różnych sektorów mają się tam spotykać, dyskutować i uczyć się od siebie.

Ciekawa jest już sama architektura. Budynek przebudowano zgodnie z zasadą, że ma „ponownie wykorzystać sam siebie”. Przebudowa pozwoliła osiągnąć 88% redukcji emisji CO₂ w porównaniu z nową budową, 95% ponownego wykorzystania materiałów i 90% redukcji odpadów. Sam budynek jest tu częścią większej idei: system innowacji społecznych obejmuje także fizyczne miejsca, które zwiększają szansę spotkania ludzi z różnych sektorów.

Danish Social Innovation Academy działa jako wspólnota liderów z sektora publicznego, prywatnego, fundacji i organizacji pozarządowych, łącząc siły wokół wyzwań, których żaden podmiot nie rozwiąże w pojedynkę. Poprzez autorskie laboratoria, szkolenia i wydarzenia sieciujące, organizacja kształtuje nowe polityki publiczne, szkoli kadry zarządcze i tworzy przestrzeń do konstruktywnego dialogu ponad podziałami. Choć model działania Akademii jako kameralnej organizacji może wydawać się pozornie „mało konkretny”, odgrywa ona kluczową rolę w budowaniu trwałej zmiany.  Jej najważniejszymi osiągnięciami są wypracowanie rekomendacji dla rządowej Komisji ds. Reform w zakresie reintegracji wykluczonej młodzieży (En Vej til Alle), wprowadzenie nowego standardu partycypacji – wymuszającego bezpośrednie współtworzenie przepisów z samą młodzieżą zamiast tradycyjnych konsultacji – a także przeszkolenie ponad 100 wyższych rangą dyrektorów i menadżerów.

W sektorze społecznym często premiowana jest aktywność widoczna i policzalna. Tymczasem wiele zmian systemowych zaczyna się od pracy na zapleczu: tworzenia języka, budowania sieci, zapraszania ludzi, którzy normalnie nie usiedliby przy jednym stole. Thoravej 29 i Akademia pokazują właśnie takie podwaliny zmiany społecznej, mniej efektowne, czasem ciężkie do uchwycenia w raporcie działania (co z tego spotkania wyniknęło?), które decydują o tym, czy zmiany mają szansę przetrwać.

CPH Village: biznes, który rozwiązuje problemy

CPH Village to nowatorski duński projekt mikromieszkaniowy, który powstał jako odpowiedź na drastyczny brak przystępnych cenowo lokali dla studentów. Koncept opiera się na budowie ekologicznych, modułowych „wiosek” – wykonanych m.in. z przetworzonych kontenerów morskich i drewna – umieszczanych tymczasowo na niezagospodarowanych terenach miejskich. Obecnie działa 5 takich osiedli, w których łącznie mieszka ponad 1000 studentów. Kładąc nacisk na obniżony ślad węglowy, dzielone przestrzenie wspólne i wspólnotowy styl życia, CPH Village udowadnia, że nowoczesne mieszkalnictwo studenckie może iść w parze ze zrównoważonym rozwojem oraz budowaniem silnych relacji społecznych.

Model CPH Village opiera się na wykorzystaniu uśpionych zasobów miejskich – na terenach objętych czasowym zakazem tradycyjnej zabudowy (np. na 10 lat) powstają modułowe, ekologiczne osiedla, które po latach można łatwo rozebrać i przenieść w inne miejsce. Kiedy pomysł powstawał w 2016 roku, taki model biznesowy był nielegalny, dlatego twórcy zbudowali szeroką koalicję interesariuszy i doprowadzili do zmiany duńskiej ustawy planistycznej w 2017 roku, otwierając drogę do zagospodarowania nieużytków przed ich docelowym rozwojem.

Pierwsza village powstała w 2018 roku z ponownie wykorzystanych kontenerów, a późniejsze realizacje ewoluowały, teraz są to modułowe mieszkania studenckie z drewna. Przez lata model rozwijał się stopniowo: od prototypów, przez kolejne lokalizacje, po zmianę materiałów i sposobu budowania. 

Bardzo ważne, że CPH Village jest firmą. Nie fundacją, nie organizacją charytatywną, nie projektem grantowym. Początkowe finansowanie otrzymał od prywatnych inwestorów, a model biznesowy opiera się o czynsz z wynajmu. Żeby taki model miał sens, musi się ekonomicznie spinać. Różnica polega na tym, że zysk nie jest tu jedynym kryterium decyzji.

Czynsze są tu o około 15% niższe od średniej rynkowej, co jest częścią misji projektu. Jednocześnie CPH Village dzierżawi grunty na 10 lat i korzysta z droższych pożyczek niż typowe 30-letnie hipoteki, co wyznacza granicę dla ich cenowej dostępności. W tym roku biznes wyszedł na zero i staje przed trudną decyzją: co zrobić z nadwyżką finansową? Zabrać „do kieszeni” (czego może chcieć część inwestorów), wybudować więcej takich osiedli, czy może jeszcze bardziej obniżyć czynsze?

Drugim filarem CPH Village jest wspólnota. Prywatne pokoje są niewielkie, a wiele funkcji jest współdzielonych. Mieszkańcy mogą realizować własne pomysły i wydarzenia dzięki Community Creator Fund. Jak usłyszeliśmy podczas wizyty: wspólnoty nie da się wymusić, ale można stworzyć warunki do jej powstawania. Służą temu liczne przestrzenie wspólne i duża swoboda – np. jeśli chcesz zbudować coś, co da się zdemontować w kilkanaście minut, nie musisz nawet pytać o zgodę.

CPH Village to opowieść o kryzysie mieszkaniowym, ekologii, prawie, kapitale i współpracy międzysektorowej. Najciekawsza jest tu jednak zmiana spojrzenia na tymczasowość. Stworzono system, który elastycznie reaguje na zmiany w przestrzeni miejskiej, dostarcza tanie mieszkania i daje studentom przestrzeń do współtworzenia – a wszystko to przy minimalnym śladzie ekologicznym. Miłe jest też odkrycie, że można stworzyć model biznesowy, które przynosi zysk, choć nie dąży jego  maksymalizacji, a przy tym odpowiada na realne społeczne potrzeby i włącza w to wartości, takie jak ekologia i wspólnotowość.

Urban 13: tam gdzie jest głośno i betonowo też może być miasto

Urban 13 znajduje się pod wielopasomową estakadą przecinającą Kopenhagę. Jest to miejska kreatywna „wioska” zbudowana z kontenerów, boisk i skateparków, która tworzy życie pod trasą samochodową i łączy obszary po obu stronach samochodowej arterii.

Większość miast ma takie przestrzenie, przez które się przechodzi szybko, albo które omija się szerokim łukiem: za głośne, za brzydkie, i z którymi trudno coś zrobić. Wcześniej to miejsce zajmowali głównie dealerzy i ich klienci. W końcu miasto rozpisało konkurs, na zagospodarowanie tego miejsca i miało dość odwagi, żeby zaufać grupie studentów, którzy nie byli architektami i urbanistami, za to mieli rozeznanie, gdzie i jak młodzi chcą spędzać czas.

Urban 13 prowadzi przedsiębiorstwo społeczno-ekonomiczne (Urban 13 Fonden).  Miejsce rozwijało się od 2017 roku, a dziś zajmuje około 5000 m²: kontenery, małe biznesy, gastronomia, projekty społeczne, kultura, sport, warsztaty, wydarzenia oraz sala koncertowa i eventowa. Urban 13 rosła stopniowo: zaczęto od koncertów i festiwalu, potem dodawano przestrzenie sportowe – street football, parkour, panna, potem jedzenie i budynki na spotkania i warsztaty.

Najważniejsze, że projektanci nie zakładali, że wiedzą, czego lokalna młodzież potrzebuje. Na bieżąco rozmawiali z ludźmi i uczestniczyli w życiu tego miejsca: pytali o aktywności, boiska, nawierzchnie, a nawet kolory. To brzmi banalnie tylko do momentu, gdy przypomnimy sobie, ile projektów społecznych i miejskich powstaje odwrotnie: ktoś wymyśla rozwiązanie, konsultuje je za późno, a potem dziwi się, że ludzie nie przychodzą.

Urban 13 nie działa dlatego, że ktoś idealnie odgadł potrzeby młodzieży. Działa dlatego, że przestał zgadywać. Partycypacja działa tu jako proces, w którym koncepcja pozostaje wystarczająco długo otwarta, żeby ludzie mogli ją naprawdę zmienić. To wymaga czasu, zgody na pomyłki, poprawki, niedoskonałość i akceptacji, że dobre miejsce może wyglądać chaotycznie, ale na koniec będzie tym czego ludzie potrzebują.

W rezultacie powstała ciekawa i dobrze funkcjonująca miejska hybryda: jest tam kultura i sport, jest to i przedsiębiorstwo i organizacja społeczna, z finansowaniem opartym częściowo o grany i publiczne pieniądze, ale też na zyskach z wydarzeń, wynajmie przestrzeni, gastronomii (jak powiedzieli organizatorzy sprzedaż piwa to też świetny model finansowania).

Najważniejsze, że miejsce działa. Przyciąga ludzi. Sprawia, że przestrzeń wcześniej omijana i niebezpieczna zaczyna być przyjazna i żywa. W działaniach miejskich to ostateczna definicja sukcesu.

Christiania: lekcja o wolności i odpowiedzialności

Christiania jest przypadkiem osobnym. Można ją łatwo zamienić w romantyczny mit albo w ostrzeżenie.

Powstała w 1971 roku w dawnych koszarach wojskowych w dzielnicy Christianshavn, zajętych przez squattersów i hipisów. Christiania zasłynęła jako „wolne miasto” i samowystarczalny eksperyment społeczny w samym sercu Kopenhagi. Posiada autonomiczny status prawny, mieszkańcy samodzielnie projektują i budują swoje domy, a decyzje podejmują w ramach kolektywów – z ominięciem miejskich regulacji. Choć podobne wspólnoty powstają zazwyczaj na prowincji, Christiania tętni życiem zaledwie kilka minut od stacji metra.

Myślę, że koresponduje to z polskim doświadczeniem, gdzie oddolność często oznacza działanie poza systemem albo w jego szczelinach i pęknięciach. Christiania uruchamia wyobraźnię: a co, jeśli ludzie naprawdę mogliby sami tworzyć swoje otoczenie? Co, jeśli sami możemy ustalać zasady, razem z osobami z najbliższego otoczenia i bliżej naszego codziennego życia?

Historia Christianii szybko komplikuje tę powieść o wolności. Przez dekady, jedna z jej ulic – Pusher Street – była kojarzona z otwartym handlem haszyszem. Jej znaczenie z czasem rosło, pojawiły się gangi i po kolejnych aktach przemocy, w 2023 mieszkańcy Christianii zdecydowali o zakończeniu otwartego handlu, a 6 kwietnia 2024 roku mieszkańcy i ich przyjaciele symbolicznie rozbierali bruk ulicy i wyrzucili dealerów. Był to mocny obraz, w którym wspólnota dosłownie, kamień po kamieniu, rozbiera materialną infrastrukturę problemu.

Dziś cała Chritiania, w tym Pusher Street, opisywana jest jako przestrzeń spokojniejsza, otwarta, z kawiarniami, piekarniami, sklepami artystycznymi i kulturą. Christiania mierzy się więc z pytaniem, które dotyczy każdej wspólnoty: co zrobić, gdy wolność zaczyna być wykorzystywana przez tych, którzy mają więcej siły, pieniędzy albo kontroli?

Christiania pokazuje, że autonomia może uruchamiać energię, kreatywność i odpowiedzialność. Pokazuje też, że autonomia bez mechanizmów reagowania może zostać przejęta przez silniejszych aktorów. Wolność nie zwalnia z konieczności  ustalania granic i zasad. Ważne jednak, kto, jak, i z myślą o kim te zasady ustala.

Christiania jest miejscem unikalnym w skali świata i ciężko sobie wyobrazić powstanie drugiego takiego miejsca gdziekolwiek indziej. Stawia jednak pytanie: ile autonomii i sprawczości jesteśmy gotowi oddać ludziom, jeśli naprawdę chcemy, żeby współtworzyli swoje otoczenie i brali za nie odpowiedzialność? Tu oddano prawie pełną wolność i choć nie obyło się bez kłopotów, Christiania istnieje dalej i ma się dobrze.

Danii nie da się skopiować, ale co można z niej zabrać?

Polska działa w zupełnie innych warunkach historycznych i instytucjonalnych niż Dania, ale nawet jeżeli nie przeniesiemy konkretnych rozwiązań, to z wizyty tam można wynieść kilka ważnych lekcji, które przydadzą się w naszych działaniach.

Pierwsza z nich, to projektowanie z użytkownikami, a nie dla użytkowników. Urban 13 pokazuje, że nie chodzi o szybkie powierzchowne konsultacje. Chodzi o realne dopuszczenie ludzi do decyzji, także tych pozornie małych: jaka nawierzchnia, jakie kolory, jakie aktywności.

Druga to elastyczność. U nas też dużo problemów potrzebuje szybkich rozwiązań (np. mieszkania dla studentów) i też posiadamy wiele uśpionych zasobów i czasem jedyne czego potrzebujemy to otwartość: żeby zmienić regulacje, zgodzić się na tymczasowość niektórych rozwiązań, albo na to, że nie będą wyglądały tak, jak my tego chcemy, tylko tak, jak chcą tego ludzie, którzy z nich korzystają. Warto dodać, że to nie tylko instytucje muszą być otwarte na nasze pomysły, wszystkie zaangażowane storny muszą się słuchać i chociaż spróbować zrozumieć swoje perspektywy.

Trzecia to myślenie o społecznej funkcji biznesu. CPH Village pokazuje, że firma może być narzędziem zmiany społecznej, jeśli jasno określa, czego nie poświęci dla większego zysku. Chociaż napięcia są wpisane w taki model, to nie tylko da się taką firmę utrzymać, ale nawet można pozyskać dla niej inwestorów.

Czwarta to inwestowanie w infrastrukturę współpracy. Thoravej 29 i Danish Social Innovation Academy przypominają, że zmiana społeczna potrzebuje miejsc, sieci, laboratoriów, spotkań. Czasem najważniejsza praca polega na tym, żeby ludzie z różnych sektorów zaczęli rozmawiać o tym samym problemie.

Piąta to cierpliwość. W wielu odwiedzonych miejscach powtarzał się ten sam rytm: pomysł, rozmowy, prototyp, negocjacje,  zmiana prawa, kolejna wersja, dyskusje, poprawki… lata działania, stopniowa ewolucja. To chyba najtrudniejsza lekcja w świecie projektów rozpisanych na krótkie okresy, wskaźniki i szybkie rezultaty.

Na koniec: nie pomysły, tylko warunki

Z Kopenhagi warto przywieźć dwie rzeczy.

Po pierwsze: zestaw pytań. Jak projektujemy relacje między organizacjami, administracją, biznesem i mieszkańcami? Czy potrafimy dawać pomysłom czas, zanim uznamy, że „nie działają”? Czy potrafimy traktować użytkowników jak współtwórców, a nie zwykłych odbiorców? I czy mamy odwagę testować rozwiązania tymczasowe, niedoskonałe, poprawiane na bieżąco?

Po drugie: trochę optymizmu. Stworzenie duńskiego systemu innowacji zajęło mnóstwo czasu i wcale nie było łatwe. Najważniejsze to konsekwentnie budować wszystko, co pozwala takiemu systemowi istnieć – wzajemne zaufanie, cierpliwość i zrozumienie. Przed nami wciąż wiele trudnych rozmów, negocjacji, prób i błędów, ale idziemy w dobrym kierunku. Kiedy pojawiają się przeciwności, po prostu nie warto się denerwować ani poddawać.

zdjęcie Teodora Klincewicza
Teodor Klincewicz

Redaktor strony innowacjespoleczne.org.pl i bazy innowacji społecznych. Pracownik działu innowacji społecznych Fundacji Stocznia.

Przeczytaj także

Młoda kobieta trzymająca w swoich rękach flagę Ukrainy
Siła (nie)zwykłych ludzi. Czego o odporności społecznej możemy nauczyć się od Ukrainy?

Jak rodzi się odporność społeczna w czasie wojny? Marcin Nowak w swoim reportażu pokazuje, że siła wspólnoty, oddolnych inicjatyw i zwykłych ludzi potrafi dawać nadzieję nawet w najbardziej dramatycznych okolicznościach.

Ta strona używa plików cookies w celu zapewnienia najlepszej jakości usług. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich używanie. Więcej informacji w polityce prywatności.

Przejdź do treści